Wejście | Kopalnia | Kątownia | Rentgen | Księga VIP-ów | Przewodnik
subskrypcja:
szukaj:

Śmiechu warte - dowcipy, kawały [...] - dodaj jakieś
Jadalnia
Teksty dłuższe, niekoniecznie zabawne NiePoradnik
wszystkie njusy z podziałem na kategorie Biuletyn
dowcipy kawały żarty - podział na kategorie Śmiechu warte
Biorytm Przebadaj się
recommend site Poleć ten Oddział
mail me mjel Mienia
Badanie psycho...!:)
Jaki kolor najbardziej kojarzy ci się z seksem ?
czerwony
niebieski
biały
czarny
różowy
zielony
żółty
szary
inny

[wyniki | ankiety]
KOPALNIA
śmieszne mp3, czasem głupie, fajne Mp3 - śmieszne i nie
_________
SKRZYNIA:
programy Przydatnik
programy Różne

Filmy Video VIDEOTEKA (58)

FLASZOWNIA (176)
Gierki online
- Krwawe
- Reflexor
- Sexmisje
- Sportowe
- Pif-Paf
- IQ
- Różne
cała reszta:
- Filmiki
- Klip(s)y
- Erotyczne
- Inne

w Kopalni:
___________
Nowe:
Euro2008 Polska - Niemcy
Achmed Martwy Terrorysta śpiewa kolędę
Krzysztof Kononowicz - rzetelny kandydat na pre...
Krzysztof Kononowicz - Napad na matke
Gorący sex w kuchni
Bramkarskie umiejętności
Gol po japońsku
Lotto Polsat
Dart 501
Viper Race
Magiczny striptiz
Giertych o zmianie płci
Lefortowo - tunel śmierci
Miss Zidane
Bank Spermy
Super autobus
Sex BomB
Głupia mucha
wiecej...
___________
Często zażywane:
Gorący sex w kuchni
SeX w Piekle!
Magiczny striptiz
Orgazm w myszce
Rozbieranka
Tele2
Tyłeczki - odsłaniamy!
Holio XXX
Sex BomB
Piersiowy Test
siMHecny Humor
poleca:

Dodaj linka do twojej strony --> szczegóły

Statsy
stat4u
Polecamy
Oddział ZAMKNIĘTY WITA!!! Artykuły > Absurdalizmy! > Boże Narodzenie i Sylwester po polsku, czyli z pamiętnika marudnika
Idą Święta, a to oznacza że...

Najpierw trzeba, kurwa, kupić prezenty.
Oznacza to, że będę latał po sklepach, przepychał się przez
spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo kasy na
jakieś pierdoły.
Co gorsza, wszystko już kiedyś komuś kupiłem.
Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię
mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic
ponad tekst na etykiecie półlitrówki. Ciocia Jadzia rok temu
ukontentowała się kremem nawilżającym, co go kupiłem z przeceny,
bo za tydzień kończył się termin ważności. W tym roku jedynym
kosmetykiem dla tej lampucery byłby krem przeciwzmarszczkowy,
ale po pierwsze, takich zmarszczek żaden krem nie wygładzi, a po
drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej kasy na Boże
Narodzenie.

I tak ze wszystkimi. Dziecko mordę drze o jakiś nowy program
komputerowy, choć i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować
po 48 godzinach, bo każda gra jest dla niego za trudna, Półmózg
jeden. Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej
biura dostanie coś ładniejszego. W rezultacie kupię byle co -
jak co roku.

Potem śledzik w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne,
i patrzenie na męki szefa, który życzy nam "dużo pieniędzy",
choć wszyscy wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym
pracował za miskę zupy z brukwi przykuty łańcuchem do komputera.
Krwiopijca jeden. Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan
Henio obślini biust pani Bożeny z księgowości, zamkną się oboje
w archiwum, bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy są
naprani. Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić
wymówki.

Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka -
uważacie - wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć,
choć mnie męczy od 15 lat bez zmrużenia oka, garbata owca.
Przynieść i przystroić choinkę. Z dzieckiem, "żeby miało ciepłe
wspomnienia z dzieciństwa, a ono w dupie ma choinkę, mnie, Boże
Narodzenie i wszystko. Jak taki glon
emocjonalny może mieć jakiekolwiek wspomnienia? No i kolacyjka
wigilijna. Rodzinna, mać ich w tę i z powrotem. Jedna wielka
męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin "rodzinna
wieczerza"? Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam
się z daleka z dobrym skutkiem.

Usiądziemy za stołem... A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba
będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat
kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję
podobnych gówien, gdybym oczywiście zawalił szafę takim
badziewiem, a nie zaraz następnego dnia wyrzucił wszystko do
śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki.
Jakie ? będę wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w
pobliskim supermarkecie zaczną wyprzedawać to, czego nie udało
się upchnąć ludziom. Po prezentach się zacznie. Te same
kretyńskie dowcipy wuja Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o gąsce
Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa po to, żeby narzygał
w nocy na pościel. Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia
żarcia z wytrwałością tapira i zacznie płakać, "jak to dobrze,
że trzymamy się razem". Gówno prawda akurat, co wykażą następne
dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać
swojego ślubnego od złamanych chujów. To oczywiście prawda, ale
dlaczego popierać to rzucaniem w niego salaterką po śledziach?
Mniejsza o jego mordę, ale ciotka nigdy nie trafia. Plama na
wersalce cuchnie jeszcze przez dwa tygodnie po Wigilii. Jedyna
nadzieja, że akurat w tym roku 6-letnia latorośl kuzynostwa z
Lublina nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie zakomunikuje
o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali sobie
na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę
przeżyć debilne gadki o polityce, przy których wszyscy
oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie się poobrażają. Na
koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło
swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni.

A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na
pasterkę, bo to religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy
nie wyjaśnił, po nagłą cholerę tłuc się po nocy, żeby stać na
mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej. Ciekawe, czy moja
małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach kościółka - jak
to robi od kilku lat z uporem godnym
lepszej sprawy? W kościele, jeśli tam się dopcham, będzie
cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na
własnych nogach, bo za duży tłok, żeby upaść.
Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale i tak nikt
na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco. Wracając
trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w Wigilię
katolicka młodzież szczególnie lubi wpierdolić bliźniemu. Rok
temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo
był zalany w płaskorzeźbę.

Wreszcie wychodzą z chałupy, wory jedne. Moment zamykania drzwi
za ostatnim z tych troglodytów jest najszczęśliwszą chwilą w
moim świątecznym życiu. Kilka dni odpoczynku. Ale mijają jak z
bata strzelił, bo wielkimi krokami zbliża się kolejny kretyński
wynalazek - Sylwester.

Ludzie! Kto to wymyślił?! Już od listopada ślubna wydala z
siebie idiotyczne pomysły, żeby pójść na"jakiś bal". Jakbyśmy
srali pieniędzmi... Albo żeby gdzieś wyjechać, gdzie gorąco. A
niech se włączy farelkę pod fikusem, będzie miała tropiki w
chałupie. I tak przecież skończy się na balandze u Witka.Jasne,
trzeba ładnie się ubrać, bo wszystkim się wydaje, że to jakiś
uroczysty dzień. Czyli żona najpierw puści w trąbę pół budżetu
domowego na jakąś kieckę, w której wygląda jak zwykle, czyli jak
w worku po nawozach sztucznych. Ale cena taka, że za to można by
żywić jeden powiat w Somalii przez kwartał.
Ja się wbijam w garnitur, bo europejska cywilizacja wymyśliła,
że mężczyzna wygląda dobrze, gdy wdzieje na siebie marynarę, co
pije pod pachami. Pod szyją zawiążę sobie kolorowy postronek. I
tak mam przewagę, bo prysnę na dziób jakąś wodę kolońską i
jazda, a małżonka kładzie sobie tapety tyle, że palec w to
wchodzi do pierwszego stawu, a daje rezultat mumii Tutenchamona
zaraz przed konserwacją. I zajmuje ze trzy godziny. Łazienka,
oczywiście, zajęta i wszyscy pozostali domownicy mogą szczać do
zlewu, jak mają potrzebę, albo niech zdychają na uremię.
U Witka ten sam zestaw ludzki, ale czasem trafia się coś nowego,
na czym można by oko zawiesić. Jak zwykle nic z tego nie
wyjdzie, bo chociaż Wituś ma dużą chałupę, to ryzyko za duże.
Zresztą każda kobitka jeszcze przed północą doprowadza się do
stanu, w którym wygląda jak kupa. W tym dniu trzeba być radosnym
jak młody pies, szczerzyć zęby w uśmiechu i ruszać w tany, nawet
jeśli nie pyty nie mam o tym pojęcia. Zresztą nikt nie ma, za to
wszyscy miotają się w konwulsjach i po krótkim czasie cuchną,
jak gdyby nie myli się z tydzień. Baby w szczególności. Z
facetami jest prostsza sprawa, bo już koło jedenastej są pijani
w sztok i bełkoczą albo chcą ruchać wszystko, na co trafią w
drodze do baru.

O północy trzeba obcałować wszystkie te oślinione i śmierdzące
wódą mordy, obłudnie życząc wszystkiego najlepszego, choć
jedyne, o czym wtedy myślę, to żeby ich szlag trafił czym
prędzej.
Potem sylwestrowa noc, banalna do bólu - rozmazane makijaże
kobitek (najlepszy tusz nie wytrzyma, gdy właścicielka walnie
mordą w sałatkę), śpiący pokotem faceci, jacyś zarzygani klienci
w kiblu. Ja, oczywiście, nawalę się już przed północą, żeby
uniknąć konieczności odwożenia mojej nawalonej ślubnej do domu.
I tak zakończę ten najgorszy okres w rok.


Tekst z grupy dyskusyjnej pl.listserv.chomor-l napisany/wrzucony/cytowany przez MinMincer
komentarz[0] |

© 2004 siMHecny Humor. Wszelkie prawa zastrzeżone.

engine powered by jPORTAL 2(jportal2.com) & RM_PACK (http://net-planet.us)
powered by malogoszcz.info and mahatma.pl.



Losowe wybrane zdjęcia:
11.jpg

galery więcej zdjęć
PASKUDNE ZOO :
[1] [2] [3]

Zalecana min. rozdzielczość do przeglądania strony: 1280x800